Będziesz w ciąży, to zrozumiesz

Wyobraźcie sobie, moi wszyscy trzej czytelnicy (czterej, przepraszam, tato), że coś mnie tknęło i wróciłam. Może tylko na chwilę, ale jak to mówią, lepiej krótko, ale intensywnie, niż……nie, chyba jednak nikt tak nie mówi. Enyłej, dzisiaj słów kilka o dzieciach. Inaczej, o ludziach je posiadających.

Dobiłam do takiego wieku, kiedy spora część koleżanek, z którymi biegałam po podwórku z gilami w nosie, teraz sama za takimi dziećmi biega. Swoimi rzecz jasna, więc bez niesmacznych skojarzeń. A nawet jeśli nie biegają, to ich aktualne obowiązki oscylują wokół “dać cyca”, “coś śmierdzi, chyba czas wymienić pampersa” i “kochanie, skończyła się bobovita, skocz po zapas”. Fejsbuk zalany jest fotkami z cyklu “ja i moje małe szczęście”, tudzież bardziej hardkorowymi wersjami “ja i moje małe szczęście jeszcze w brzuchu” czyli zdjęcia USG, na których i tak nikt nic nie widzi, ewentualnie coś na kształt Obcego, ale rodzina się zachwyca, bo w końcu “z oczu czysty tata”. I gdyby tylko do tego to wszystko się sprowadzało, to jeszcze w porządku. W końcu wolność Tomku, w swoim domku. Ale weź spróbuj porozmawiać ze świeżo upieczoną matką…. Gwarantuję, 10 minut wystarczy, żeby podwiązać sobie jajniki. Przykład z dziś (podsłuchane w firmowej kuchni):

Mama półrocznej Hani (imiona celowo zostały zmienione, wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci jest przypadkowe): Zaczęłam ostatnio czytać książkę “Jak wychować szczęśliwe dziecko” (przyp. aut.: Tato, mamo, nie było takich w księgarniach w 1987?). No i wyobraź sobie, że oni tam piszą, że dzieci matek, które miały mdłości w trakcie ciąży są inteligentniejsze. Ja miałam (pada szczęśliwy chichot). I wiesz, to nie jest jakaś tam głupiutka książka z poradami, tylko teorie oparte na badaniach (przyp. aut.: zapewne przeprowadzonych przez amerykańskich naukowców). I np. dzieci doskonale pamiętają wszystko, co ich mama jadła i czego słuchała w drugiej połowie ciąży (przyp. autora: przepraszam mamo, ale ja nie pamiętam tych schabowych). No i one potem mają zbliżone upodobania kulinarne i muzyczne. Więc to chyba bardziej powinna być książka pt: “Jak wychować inteligentne dziecko”, a nie szczęśliwe, jak myślisz?

Śniadanie dokończyłam, choć miałam naprawdę przeokrutną ochotę włożyć kanapkę w usta autorki powyższych słów. Co najlepsze, rozmówczyni koleżanki-mamy wyglądała, jakby myślała dokładnie o tym samym. I mam wrażenie, że choćbyś nie wiem jak bardzo okazywał znudzenie/ zniecierpliwienie/ (wpisz dowolne) tematyką karmienia, raczkowania i kupy, którą Jasiu dziś tak ładnie zrobił, to matki są w transie. One muszą podzielić się ze światem swoim szczęściem. I najgorsze, że dopóki po prostu się nie odwrócisz i nie odejdziesz, one nie przestaną. Raz, przyznaję, zupełnie przez nieuwagę, czy też jakieś ogólne zamyślenie, zdarzyło mi się odpowiedzieć: “Mnie póki co te problemy nie dotyczą”. I wiecie co się wtedy dzieje? Wtedy na ich twarzach pojawia się wyraz najszczerszego politowania, zmieszanego ze zrozumieniem dla Twojej singlowskiej ignorancji i pada sakramentalne: “Nie martw się, też w końcu poznasz co to instynkt macierzyński”. A wiecie dlaczego? Bo kobieta bez męża i dzieci jeszcze o tym nie wie, ale kiedy wreszcie znajdzie dawcę nasienia, który razem z tym nasieniem przy niej zostanie, to wtedy już żadne nieszczęście jej nigdy nie dosięgnie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s