Luźne gacie i inkwizycja

Jest na świecie wiele rzeczy, które mnie wkurzają, ale tylko jedna, która doprowadza krew do wrzenia – fanatyzm. Mówimy fanatyzm i oczami wyobraźni widzimy muzułmanina w turbanie, z karabinem, wykrzykującego: „Allah akbar! I kill you!”. Jasne, z tym też czuję się trochę niekomfortowo. Ale mówiąc „fanatyzm”, mam na myśli fanatyzm mentalny. Mam na myśli socjopatyczne postrzeganie rzeczywistości, dawanie sobie monopolu na jedyną słuszną prawdę, pogardliwe traktowanie odmiennych opinii i ich właścicieli. Mam też na myśli tak ograniczone rozumowanie, takie zapatrzenie w swoje racje, które uniemożliwia zaakceptowanie cudzego punktu widzenia i rujnuje relacje.

Żeby nie było, że jestem świętsza od papieża, mi też się zdarza kierować zasadą „Fajnie, że masz swoje zdanie. Szkoda, że takie głupie”. Zdarza się, że rozmawiając z niektórymi, mam ochotę wbić sobie widelec w oko i przekręcić o 360 stopni. Ale czy to oznacza, że za cel życiowy postawię sobie nawrócenie innych na Moją Prawdę?? Czy to oznacza, że czyjeś odmienne zdanie uderza w moją godność, którą muszę szybko podreperować krucjatą przeciwko „idiotom”?

Smutne jest to, że rozmowa z fanatykiem od samego początku jest skazana na porażkę. Choćbyś nie wiem jak się starał odgiąć trochę te klapki, poszerzyć mu kąt widzenia, dostaniesz po łapach i święconą wodą w twarz. W takiej rozmowie nie istnieją racjonalne argumenty. Rozmawiasz ze ścianą. Amen.

Poluzuj gacie! Cudza wolność to nie Twoje więzienie. Zresztą chyba przyjemniej (i zdrowiej) jest kiedy mamy przewiew, a nie kiedy ściska, prawda?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s